Z góry przepraszam za błędy. Piszę to od razu po nocce. 8 godzin jebania na taśmie i sprzątanie :/
Jeszcze jak zaczęłam to pisać wylałam kawę na podłogę <facepalm>
_______________________________________________________________________________
June:
Pozostało dwa dni do wojny. Nie wiem, oni mają jakiś grafik czy co? "Wiecie co? Jutro pójdziemy na wojnę z tamtymi, pojutrze pójdziemy do klubu na jakąś herbatkę z dopalaczem, a potem idziemy na kręgle". Nie pojęte. Gdybym ja szykowała wojnę zrobiłabym to tak jak w książkach od historii. Bez zapowiedzi. Jeszcze zaraz mi powiedzą, że wojna ma trwać siedem godzin, bo się przemęczą. Ogólnie obudziłam się wkurzona na świat. Albo może raczej zestresowana przebiegiem sytuacji? Sama nie wiem. Ostatnio w ogóle mało wiem co się w moim organizmie dzieje. Gdyby nie szkoła (akcja poza opowiadaniem. Ile można pisać o zadaniach matematyki? XD) to bym całkiem zwariowała. Przygotowałam się. Pójdę na wojnie w dresach. Chyba, że będę zbyt zmęczona to w piżamie. Wyśmieją mnie i będą bardziej zdezorientowani. Tak, to moja taktyka. Ciekawe czy Lys stanie po mojej stronie. Oby tak, bo nie wiem co będzie... Mamy trochę małą armię. Ja, Kev, Kas, kilka czarownic, koło piętnastu wróżek, kilka elfów o ile przyjdą i podobno mają nam załatwić anioły oraz kilka neutralnych postaci. Jak tu nie kochać Kasa. Że mu się chciało uruchomić kontakty i że w ogóle jakieś miał u aniołów. Powiedzmy sobie szczerze. Nie jest tam zbyt lubiany. Z mojego irytującego rozmyślania wyrwał mnie krzyk.
-Aaaa. Moja noga. Powaliło Cię??! - Tak, to był mój kochany brat. Zeszłam szybko na dół obadać sytuację. Zastałam tam krwawiącego Keva i śmiejącego się Kasa.
-Co wy robicie?! - krzyknęłam
-My tylko ćwiczymy walkę - śmiał się jeszcze bardziej. Kev coś mruknął pod nosem, naco Kas się obraził i tak obrażeni niczym dwójka dzieciaków patrzyli na ściany.
-Dobra, oddajcie sobie kredki i kolorowanki, a potem chodźcie na obiad, a Ty Kev najpierw do łazienki po apteczkę marsz. Musimy być silni na nadchodzące. - po czym poszłam do kuchni. Usłyszałam tylko ich wspólne słowa:
-Matko, jaki ona ma temperament - przynajmniej w jednym się dogadali.
Lys:
Czatowałem pod jej domem jak jakiś stalker. Po kilku godzinach wreszcie wyszła i z szoku po tym jak mnie zobaczyła oberwałem w zaparkowanego niedaleko Pickupa (dzięki auto korekto) tak, że włączyłem trzy autoalarmy.
-Znowu? - Spytałem - To już drugi raz
-Wybacz, nie moja wina, że mnie straszysz - odpowiedziała - Co tu robisz, bo nie uwierzę, że akurat przez przypadek przechodziłeś, bo widziałam Cię z okna.
-Tu mnie masz. Chciałem się dowiedzieć co to za inna opcja - zrobiłem najsłodszą minę ever
-Przestań robić jelonka, ok? Neutralność mówi Ci to coś? - powiedziała z uśmiechem
-No jasne. Wybacz. Jest niezbyt "popularna". Nawet w bajkach jest dobro i zło.- powiedziałem w zamyśleniu
-Niestety to nie bajka - zapatrzyła się w dal - A, przypomniało mi się. Zostawiłeś ten notatnik ostatnio u mnie. Nie martw się nie czytałam.
-Nosz... Zawsze go gubię - zaśmiałem się, a ta mi go podała
- "A słońce rozświetla jej twarz jak płomień nadziei na ludzi..." - zacytowała z chytrym uśmieszkiem
-Ej, mówiłaś, że nie czytałaś - lekko mnie zdenerwowała
-Nie rób zfochowanej miny bo nie ładnie Ci z nią - Wytknęła mi język - tylko fragment nic więcej
-Widzę ostro zapracowana - powiedziałem patrząc, że wyszła do mnie w ciuchach jak do klubu
-I po co ta ironia - uśmiechnęła się - i tak już bardziej przygotować się nie mogę. Muszę korzystać życia póki jeszcze je mam - westchnęła
-Nie przesadzasz troszkę? Wygramy - uśmiechnąłem się
-Mam nadzieję, bo jeśli nie... Ludzi czeka zagłada.
_______________________________________________________________________________
Tak napiszę coś, ale jutro po nocce. Mam jakoś wenę. Nie chcę ludzi zasmucać, ale w planach jeszcze jakieś trzy rozdziały i jakiś jeden bonusowy. Chcę to już skończyć, bo naprawdę kończą mi się pomysły. Ale będę pisać nowe opowiadani na wattpadzie. Każde po jakieś 15 ale dłuższych trochę rozdziałów (jakieś 30 tych. Już nie wiem czy cyfry piszę słownie czy nie) Potem ją zabiję buahahaha (po nocce mam głupi humor, nie bierzcie niektórych rzeczy na serio poza wattpadem, bo naprawdę tam zaczynam) Na wattpadzie planuję głównie fanfiction (standard) i może jakieś własne. Do przeczytanie. Opierniczajcie mnie w komentarzu jakie to za krótkie. Zbyt wolno dzisiaj piszę. Za zaczęłam o 7:10 koniec o 7:48. Nie skomentuję nawet siebie....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moce. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 listopada 2015
środa, 9 września 2015
Rozdział XXXVI " A wrogów jeszcze bliżej..."
June:
Wróciłam do domu. Padał deszcz i szło na burzę. Jak bardzo pasujące do scenerii nadchodzących wydarzeń. W połowie drogi spotkałam Lysa.
-Nie powinnaś wracać sama - powiedział spokojnie, z troską. Było widać, że też się czymś martwił.
-Nawzajem. Wyglądasz na zmartwionego - odpowiedziałam słabym głosem. To już nie było na moje siły. To wszystko...
-Mam pewne... kłopoty. Powoli muszę lecieć... Sprawy rodzinne - ostatnie słowa powiedział szybko, a ja nagle dostałam przypływ mocy. No tak. Koniec tych nieszczęsnych dni. Każdy ma moc przed wojną. W przypływie jej niechcący rzuciłam Lysandrem o słup drogowy.
-Przepraszam, nie chciałam - zaczęłam tłumaczyć, po czym dotarło coś do mnie - znaczy... co to było?
-Kim...Ty... jesteś?-spytał słabo, ale się wkopałam - Wyjaśnij mi, proszę
-Wzajemnie. Twoja aura aż lśni - dodałam widząc przebłysk czegoś, ale nazwałam to aurą, aby nikt nie pomyślał, że jestem amatorem.
-Łowcą, a wiedz, że nie chcę Cię zabić. Ja... za bardzo Cię lubię - westchnął z żalem
-Skoro mi powiedziałeś kim jestem to... Jestem dzieckiem przeznaczenia czy coś takiego-westchnęłam i już miałam odejść gdy nagle wstał i złapał mnie za ramię.
-Nawet nie wiesz ile Ciebie szukałem. Musisz iść ze mną. Staniesz po naszej stronie i wygramy wojnę. - był uradowany, a ja nie podzielałam jego radości.
-Ja już wybrałam strony - powiedział powoli i patrzyłam się w dal.
-Chcesz wszystkich zabić? Jesteś zła? - smutny już coś wyciągał z kieszeni, ale ja to wyjęłam prędzej.
-Cokolwiek to jest zostaw to i nie, nie chcę ale i tak poleje się krew. Wybrałam najlepszą opcję - powoli odeszłam.
-Są tylko dwie i jedna jest tylko słuszna - powiedział lekko syczeć
-Nie wiesz wszystkiego - powiedziałam i odeszłam w stronę domu.
Kas:
Nagle dostałem swoją moc, to było jak przebudzenie, ale razem z tym otrzymałem "zaproszenie" do swojego ojca. Chce mnie zwerbować do wojny, ale wiem co wybrała June, skoro opuściła nasz świat. Trzecia opcja, świetna. Szkoda, że tak rzadko użytkowana.
-Kev, musisz zostać w mieście-powiedziałem wychodząc z pokoju June.
-Regenerujesz się?? Super, ale i tak z nią pójdę. - po chwili wytknął mi język.
-Jak dzieciak. Przepraszam Cię bardzo. Jak masz zamiar przeżyć?-warknąłem. Ten się tylko uśmiechnął i machnął ręką, abym poszedł za nim. Poszliśmy na strych. Było strasznie ponuro, nawet jak na mnie. Kev otworzył jakąś skrzynkę z uśmiechem godnym mojego ojca, a delikatnością mojej matki, gdyby nie to, że ich rozdzielono to pomyślałbym, że to mój brat.
-Patrz-Pokazał mi pierścień życzeń, excalibur i zbroję z metalu w wersji jeszcze kieszonkowej której nie da się zniszczyć.
-Chłopie, Ty Króla Artura okradłeś? Przecież Miecz Światła dawno zaginął... A pierścień powinien być zniszczony przez Marlyna, a z kolei zbroja zakopana przez jakiegoś chłopka. - byłem w szoku
-Powiedzmy. Miecz sam przyleciał. - wywróciłem oczami i prychnąłem - mówię serio. Pierścień dostałem od jakiegoś gościa. Chyba druida, a zbroja faktycznie była zakopana, z tym, że w naszym rodzinnym ogródku. Mam szczęście, że wtedy mama kazała mi przekopać rabatki, czy jakieś inne kwiatki inaczej bym tego w życiu nie znalazł.
-Powiedzmy, że Ci wierzę. Kolejny co chcę robić za Iron-mana. Nie patrz na mnie. Macie w miarę dobre kino. Chodź - wziąłem kufer pod pachę i pociągnąłem go za rękę.
-Gdzie - spytał lekko w szoku
-Na trening uśmiechnąłem się.
______________________________________________________________________________
Tak, wiem. Ja wielka, niegodna, leniwa, skleroza. Wina randek (na szczęście już go na oczy nie widzę) i nowego adoratora :P Oraz Wesela. Mój brat ma teraz problem i trzeba było ogarnąć pieniądze na prezent :P Też was kocham? <3:*
Wróciłam do domu. Padał deszcz i szło na burzę. Jak bardzo pasujące do scenerii nadchodzących wydarzeń. W połowie drogi spotkałam Lysa.
-Nie powinnaś wracać sama - powiedział spokojnie, z troską. Było widać, że też się czymś martwił.
-Nawzajem. Wyglądasz na zmartwionego - odpowiedziałam słabym głosem. To już nie było na moje siły. To wszystko...
-Mam pewne... kłopoty. Powoli muszę lecieć... Sprawy rodzinne - ostatnie słowa powiedział szybko, a ja nagle dostałam przypływ mocy. No tak. Koniec tych nieszczęsnych dni. Każdy ma moc przed wojną. W przypływie jej niechcący rzuciłam Lysandrem o słup drogowy.
-Przepraszam, nie chciałam - zaczęłam tłumaczyć, po czym dotarło coś do mnie - znaczy... co to było?
-Kim...Ty... jesteś?-spytał słabo, ale się wkopałam - Wyjaśnij mi, proszę
-Wzajemnie. Twoja aura aż lśni - dodałam widząc przebłysk czegoś, ale nazwałam to aurą, aby nikt nie pomyślał, że jestem amatorem.
-Łowcą, a wiedz, że nie chcę Cię zabić. Ja... za bardzo Cię lubię - westchnął z żalem
-Skoro mi powiedziałeś kim jestem to... Jestem dzieckiem przeznaczenia czy coś takiego-westchnęłam i już miałam odejść gdy nagle wstał i złapał mnie za ramię.
-Nawet nie wiesz ile Ciebie szukałem. Musisz iść ze mną. Staniesz po naszej stronie i wygramy wojnę. - był uradowany, a ja nie podzielałam jego radości.
-Ja już wybrałam strony - powiedział powoli i patrzyłam się w dal.
-Chcesz wszystkich zabić? Jesteś zła? - smutny już coś wyciągał z kieszeni, ale ja to wyjęłam prędzej.
-Cokolwiek to jest zostaw to i nie, nie chcę ale i tak poleje się krew. Wybrałam najlepszą opcję - powoli odeszłam.
-Są tylko dwie i jedna jest tylko słuszna - powiedział lekko syczeć
-Nie wiesz wszystkiego - powiedziałam i odeszłam w stronę domu.
Kas:
Nagle dostałem swoją moc, to było jak przebudzenie, ale razem z tym otrzymałem "zaproszenie" do swojego ojca. Chce mnie zwerbować do wojny, ale wiem co wybrała June, skoro opuściła nasz świat. Trzecia opcja, świetna. Szkoda, że tak rzadko użytkowana.
-Kev, musisz zostać w mieście-powiedziałem wychodząc z pokoju June.
-Regenerujesz się?? Super, ale i tak z nią pójdę. - po chwili wytknął mi język.
-Jak dzieciak. Przepraszam Cię bardzo. Jak masz zamiar przeżyć?-warknąłem. Ten się tylko uśmiechnął i machnął ręką, abym poszedł za nim. Poszliśmy na strych. Było strasznie ponuro, nawet jak na mnie. Kev otworzył jakąś skrzynkę z uśmiechem godnym mojego ojca, a delikatnością mojej matki, gdyby nie to, że ich rozdzielono to pomyślałbym, że to mój brat.
-Patrz-Pokazał mi pierścień życzeń, excalibur i zbroję z metalu w wersji jeszcze kieszonkowej której nie da się zniszczyć.
-Chłopie, Ty Króla Artura okradłeś? Przecież Miecz Światła dawno zaginął... A pierścień powinien być zniszczony przez Marlyna, a z kolei zbroja zakopana przez jakiegoś chłopka. - byłem w szoku
-Powiedzmy. Miecz sam przyleciał. - wywróciłem oczami i prychnąłem - mówię serio. Pierścień dostałem od jakiegoś gościa. Chyba druida, a zbroja faktycznie była zakopana, z tym, że w naszym rodzinnym ogródku. Mam szczęście, że wtedy mama kazała mi przekopać rabatki, czy jakieś inne kwiatki inaczej bym tego w życiu nie znalazł.
-Powiedzmy, że Ci wierzę. Kolejny co chcę robić za Iron-mana. Nie patrz na mnie. Macie w miarę dobre kino. Chodź - wziąłem kufer pod pachę i pociągnąłem go za rękę.
-Gdzie - spytał lekko w szoku
-Na trening uśmiechnąłem się.
______________________________________________________________________________
Tak, wiem. Ja wielka, niegodna, leniwa, skleroza. Wina randek (na szczęście już go na oczy nie widzę) i nowego adoratora :P Oraz Wesela. Mój brat ma teraz problem i trzeba było ogarnąć pieniądze na prezent :P Też was kocham? <3:*
wtorek, 17 marca 2015
Rozdział XXXIV "Gdy problemy narastają w zbyt szybkim tempie" cz.1
Wiemy długo musicie czekać na rozdziały. I Tak! Wiemy! publikacja jest bardzo nie regularna. Niestety nie mogę obiecać że w najbliżej przyszłości będzie. Wszytko zależy od naszych chęci i z zaangażowania w pracę. A Często takiej nie ma. Pewnie to znacie? XD Za wszystkie niedogodności przepraszamy. A teraz proszę dziewczyny częstujcie się rozdzialikiem. Smacznego! --<3 Emchan <3
***
Kochany niesforny braciszek od razu otworzył drzwi.
-Siemka siostra!Wchodź nie krępuj się - powiedział Kev ceremonialnie zapraszając do środka
-No Hej, nie błaznuj- przekroczyłam próg. Z salonu dobiegały dźwięki telewizora. Skierowałam swoje kroki prosto do tego pomieszczenia w celu posadzenia tam swojego szanownego jestestwa.
"Gwałciciela widziano w dzielnicy handlowej miasteczka(...)" Zaatakował już 3 kobiety (...) Policja nadal prowadzi poszukiwania! - to głos komentatora lokalnej telewizji. Ostrzegali grasującym po naszym miasteczku.
- Gwałciciel? U nas?- zapytałam lekko zdziwiona. nie żeby zrobiło to na mnie jakieś większe wrażenie.
- No właśnie powinnaś uważać. Podobno atakuje nawet w biały dzień. Masz tutaj paralizator. Wyciągnął z szuflady jakieś czarne dziwne plastikowe ustrojstwo.
- Pfff.. proszę cię nie przeginaj.
- masz to nosić. Teraz poruszanie się po mieście jest niebezpieczne.Naciskał. A bycie miłym słabo mu wychodziło
- Wierz mi świetnie sobie radze bez takich sprzętów.- odpowiedziałam bratu dumna i pewna siebie.
- Nie sądzę. Masz to wziąć i nosić. Chce chociaż trochę się nie martwić. Jesteś kobietą! - zaczynał się irytować. było widać
- naprawdęęę.. noo dobra- miałam coś powiedzieć ale już nie dokończyłam bo spojrzenie brata mówiło że skończy się źle jak nie ustąpię..a naprawdę nie chciałam się dziś z nim kłócić. nie mam na to nerwów. Wzięłam tą zabawkę ale nie sadze by kiedykolwiek jej użyła. może dam Rozali. Bo ja mam swoje moce.
Braciszkowi od razu się humor poprawił.
-Kawy, Herbaty? Spokojnie ostatnio tutaj nie?- zagaił Kevin.
"No to się zaczyna" pomyślałam..nie wygodny temat."Jak mu to wyjaśnić??"
- Tak faktycznie spokojnie jak nigdy..- oddalałam temat nie pewnie jak mogłam.
- może to cisza przed burzą? hahah- zaśmiał się.
ja na to uśmiechnęłam się krzywo. starając się ukryć ze mam problem.
- Czemu jesteś smutna?- zauważył braciszek - Chodzi o Kasa? co on odwalił znowu?!
- Taaak chodzi o niego..- "choć to nie do końca prawda".pomyślałam bo "problemów jest trochę więcej niż by mogło się wydawać".- wydaje mi się że nie jestem jedyną kobietą w jego życiu.
- Co? Zdradza cię? Zabije go!
-niee Kevin to nie tak!- zaprzeczyłam od razu.- po prostu ..ehh pewnie to zazdrość ale miałam okazje poznać jego byłą laskę. Chyba jej się wydaje ze nadal jest z Kasem.. on zaprzeczył ale tak kobieta jest uparta. Kręci się wokół niego. Chyba chce mnie wykurzyć.
- No to w czym problem?u olej jędzę!Świry takie jak ona trzyma się na dystans.
- Niby masz rację ale wydaje mi się ze ta kobieta jest zdolna do wszystkiego..mam bardzo złe przeczucia. Nie wiem czy ja...czy dam rade..Mam Kasa jest po mojej stronie ale..boję się po prostu boję.- wtuliłam się ze smutkiem w ramiona Keva bo ten zdążył już usiąść na kanapie obok mnie.
-June jesteś naprawdę silna kobieta i nie wierze w to co teraz mówisz? Chcesz ustąpić jakiejś pofixowanej lasce która wyobraża sobie za dużo. Nie możesz się poddać jej naciskom.
- No wiem.. wiem..- odparłam cicho.
Resztę czasu spędziliśmy oglądając telewizję śmiejąc się z reklam lub komentując jakiś aktorów minęło z trzy godziny. Czas było wracać do akademika.
- Nie chcesz z powrotem wprowadzić się tutaj?- zapytał chłopak przy drzwiach
- Nie w sumie to tam mi się podoba.No i trzeba się trochę usamodzielnić xD- odparłam.- Kev muszę ci coś powiedzieć.
- co takiego?.
Zapadła długa cisza.
-..emmm.. wiesz.... masz dziwna plamę na koszuli.... Zmień ją.
- spoko zaraz wypiorę. Pa..
-pa.
W końcu mu nie powiedziałam bo jak powiedzieć jedynej rodzinie ze jest się morderca?...
***
No to teraz moja kolej. (Bogusia)
Kas:
Nadeszły te dni. Nigdy nie wiadomo jak długo trwają, ale jest to okres bez mocy. Jak dziewczyna bez spokoju w czasie okresu, więc dlatego nie wkurzałem June. Latałem spokojnie nad ulicami miasta. Narkotyki, przemoc, nie przejmowałem się tym. Nie póki nie dotykało to moich przyjaciół i jej. Niestety łowcy będą nad aktywni mimo, że mają utrudnione zadanie. Z drugiej strony zabiją nas z łatwością. I to jest smutne dla mnie w tej całej sytuacji. Nagle zobaczyłem w mrocznej dzielnicy smutną June. Nie powinna wychodzić przecież jest ten gwałciciel, ale mogła pomyśleć też, że ma nad nim przewagę w postaci mocy. Nagle coś wciągnęło ją za zaułek.
June:
Muszę mu to w końcu powiedzieć, że umówiłam na spotkanie tych ludzi z mrocznym kosiarzem oraz, że negocjacje zakończyły się na moją stronę. Ich krwią.... Z zamyślenia wyciągnęło mnie coś, a raczej ktoś kto wciągnął mnie do uliczki.
-Ta uliczka jest ślepa-Zaśmiał się zakapturzony (nie, to nie jest nawiązanie do Arrow :) )
-Nie masz ze mną szans!-wkurzyłam się, ale nic się nie stało. Nawet śmietnik obok nie drgnął.
-Zbytnia pewność siebie maleńka.-zaśmiał się, po czym położył mi jakąś szmatę na ustach, ale to nie był chloroform. Byłam pół przytomna.
Chcąc dopisać resztę muszę napisać część 2. Niech będzie napięcie :) i tak minimalne. Mogłam zakończyć na tym, że ktoś wciągnął ją do uliczki. Podziękowania dla Emi. jej tekst to ok.75% :) Może więcej, ale za to moja korekta :P Chyba lubi kolor czerwony jako podkreślenie :) (Mówiłam, że to napiszę XD)
***
Kochany niesforny braciszek od razu otworzył drzwi.
-Siemka siostra!Wchodź nie krępuj się - powiedział Kev ceremonialnie zapraszając do środka
-No Hej, nie błaznuj- przekroczyłam próg. Z salonu dobiegały dźwięki telewizora. Skierowałam swoje kroki prosto do tego pomieszczenia w celu posadzenia tam swojego szanownego jestestwa.
"Gwałciciela widziano w dzielnicy handlowej miasteczka(...)" Zaatakował już 3 kobiety (...) Policja nadal prowadzi poszukiwania! - to głos komentatora lokalnej telewizji. Ostrzegali grasującym po naszym miasteczku.
- Gwałciciel? U nas?- zapytałam lekko zdziwiona. nie żeby zrobiło to na mnie jakieś większe wrażenie.
- No właśnie powinnaś uważać. Podobno atakuje nawet w biały dzień. Masz tutaj paralizator. Wyciągnął z szuflady jakieś czarne dziwne plastikowe ustrojstwo.
- Pfff.. proszę cię nie przeginaj.
- masz to nosić. Teraz poruszanie się po mieście jest niebezpieczne.Naciskał. A bycie miłym słabo mu wychodziło
- Wierz mi świetnie sobie radze bez takich sprzętów.- odpowiedziałam bratu dumna i pewna siebie.
- Nie sądzę. Masz to wziąć i nosić. Chce chociaż trochę się nie martwić. Jesteś kobietą! - zaczynał się irytować. było widać
- naprawdęęę.. noo dobra- miałam coś powiedzieć ale już nie dokończyłam bo spojrzenie brata mówiło że skończy się źle jak nie ustąpię..a naprawdę nie chciałam się dziś z nim kłócić. nie mam na to nerwów. Wzięłam tą zabawkę ale nie sadze by kiedykolwiek jej użyła. może dam Rozali. Bo ja mam swoje moce.
Braciszkowi od razu się humor poprawił.
-Kawy, Herbaty? Spokojnie ostatnio tutaj nie?- zagaił Kevin.
"No to się zaczyna" pomyślałam..nie wygodny temat."Jak mu to wyjaśnić??"
- Tak faktycznie spokojnie jak nigdy..- oddalałam temat nie pewnie jak mogłam.
- może to cisza przed burzą? hahah- zaśmiał się.
ja na to uśmiechnęłam się krzywo. starając się ukryć ze mam problem.
- Czemu jesteś smutna?- zauważył braciszek - Chodzi o Kasa? co on odwalił znowu?!
- Taaak chodzi o niego..- "choć to nie do końca prawda".pomyślałam bo "problemów jest trochę więcej niż by mogło się wydawać".- wydaje mi się że nie jestem jedyną kobietą w jego życiu.
- Co? Zdradza cię? Zabije go!
-niee Kevin to nie tak!- zaprzeczyłam od razu.- po prostu ..ehh pewnie to zazdrość ale miałam okazje poznać jego byłą laskę. Chyba jej się wydaje ze nadal jest z Kasem.. on zaprzeczył ale tak kobieta jest uparta. Kręci się wokół niego. Chyba chce mnie wykurzyć.
- No to w czym problem?u olej jędzę!Świry takie jak ona trzyma się na dystans.
- Niby masz rację ale wydaje mi się ze ta kobieta jest zdolna do wszystkiego..mam bardzo złe przeczucia. Nie wiem czy ja...czy dam rade..Mam Kasa jest po mojej stronie ale..boję się po prostu boję.- wtuliłam się ze smutkiem w ramiona Keva bo ten zdążył już usiąść na kanapie obok mnie.
-June jesteś naprawdę silna kobieta i nie wierze w to co teraz mówisz? Chcesz ustąpić jakiejś pofixowanej lasce która wyobraża sobie za dużo. Nie możesz się poddać jej naciskom.
- No wiem.. wiem..- odparłam cicho.
Resztę czasu spędziliśmy oglądając telewizję śmiejąc się z reklam lub komentując jakiś aktorów minęło z trzy godziny. Czas było wracać do akademika.
- Nie chcesz z powrotem wprowadzić się tutaj?- zapytał chłopak przy drzwiach
- Nie w sumie to tam mi się podoba.No i trzeba się trochę usamodzielnić xD- odparłam.- Kev muszę ci coś powiedzieć.
- co takiego?.
Zapadła długa cisza.
-..emmm.. wiesz.... masz dziwna plamę na koszuli.... Zmień ją.
- spoko zaraz wypiorę. Pa..
-pa.
W końcu mu nie powiedziałam bo jak powiedzieć jedynej rodzinie ze jest się morderca?...
***
No to teraz moja kolej. (Bogusia)
Kas:
Nadeszły te dni. Nigdy nie wiadomo jak długo trwają, ale jest to okres bez mocy. Jak dziewczyna bez spokoju w czasie okresu, więc dlatego nie wkurzałem June. Latałem spokojnie nad ulicami miasta. Narkotyki, przemoc, nie przejmowałem się tym. Nie póki nie dotykało to moich przyjaciół i jej. Niestety łowcy będą nad aktywni mimo, że mają utrudnione zadanie. Z drugiej strony zabiją nas z łatwością. I to jest smutne dla mnie w tej całej sytuacji. Nagle zobaczyłem w mrocznej dzielnicy smutną June. Nie powinna wychodzić przecież jest ten gwałciciel, ale mogła pomyśleć też, że ma nad nim przewagę w postaci mocy. Nagle coś wciągnęło ją za zaułek.
June:
Muszę mu to w końcu powiedzieć, że umówiłam na spotkanie tych ludzi z mrocznym kosiarzem oraz, że negocjacje zakończyły się na moją stronę. Ich krwią.... Z zamyślenia wyciągnęło mnie coś, a raczej ktoś kto wciągnął mnie do uliczki.
-Ta uliczka jest ślepa-Zaśmiał się zakapturzony (nie, to nie jest nawiązanie do Arrow :) )
-Nie masz ze mną szans!-wkurzyłam się, ale nic się nie stało. Nawet śmietnik obok nie drgnął.
-Zbytnia pewność siebie maleńka.-zaśmiał się, po czym położył mi jakąś szmatę na ustach, ale to nie był chloroform. Byłam pół przytomna.
Chcąc dopisać resztę muszę napisać część 2. Niech będzie napięcie :) i tak minimalne. Mogłam zakończyć na tym, że ktoś wciągnął ją do uliczki. Podziękowania dla Emi. jej tekst to ok.75% :) Może więcej, ale za to moja korekta :P Chyba lubi kolor czerwony jako podkreślenie :) (Mówiłam, że to napiszę XD)
czwartek, 15 stycznia 2015
Rozdział XXXI. "Człowiek całe życie uczy się na błędach, ale nie chce ich popełniać. Gorzej jak się w ogóle na nich nie uczy..." oryginalny tytuł (Emi) Edycja Trudneee Srawyyy XD
*Wiem wiem przerwaliśmy w najlepszym momencie ale było warto. wiecie to budowanie napięcia musi po prostu musi być (*o*)
- Och, jaka szkoda, chciałam ci kotku dotrzymać towarzystwa, ale widzę, ze sobie świetnie radzisz i to nie sam- usta Ratri wykrzywił podły uśmieszek. W tym momencie nie patrzyła na Kasa tylko na June. Mierzyła totalnie zaskoczoną dziewczynę bazyliszkowatym spojrzeniem.
June zorientowała się że ma otwarte usta ( totalny opad szczeny XD(zgadnijcie który autor to napisał) ) i jest naga natychmiast się przykryła pościelą z łóżka chłopaka. Kas za to miał odmienny wyraz twarzy ( tak takie w stylu: Zabiję cię .Grrr.grrr XD). w wstał z łóżka i wyciągną spodnie z szafy oraz bieliznę ubrał się.
-Czy ty nie rozumiesz jak się do ciebie mówi?- wywarczał przez zaciśnięte zęby.
Ratri!!!-nie odpowiedziała nadal wpatrywała się w rywalkę w negliżu.
June otrzeźwiała, nie mogła uwierzyć własnym oczom: ( nie ogarniesz nawet nie próbuj XD)
- Co się kurwa tutaj dzieje?!!! - Wrzasnęła June- Kto to jest?!! (p.aut. święty mikołaj !! )
- Ja maleńka pełnie tą samą rolę w życiu Kastiela co ty...rolę kochanki - wyjaśniła brunetka z władczym uśmiechem.
- chyba pełniłaś - odszczekał się Kas myśląc, ze zbije ją z tropu ( A tu lipa XD)
- Oj koteczku co było trzy tygodnie temu. Byłeś dużo delikatniejszy i bardziej czuły gdy mnie dotykałeś- wymruczała w jego stronę, mrużąc oczy niczym zadowolony kot.
- CO?kas lecisz na dwa fronty?! Chcesz mieć obie na raz? myślisz, że kim ja jestem ( p.aut: nie wiem kim ale wiem jak XD)- wykrzyczała June
- To nie tak June- Bronił się Kas- To moja była dziewczyna bardzo dawno temu, wiesz, że jestem nieśmiertelny...
- Ona twierdzi co innego - warknęła naprawdę wściekła June - meble wokół zaczęły się trząść ( ciekawe czemu XD)
- Byłem załamany z twojego powodu, a ona się pojawiła i to wykorzystała.- dalej bronił się Kas
- Naprawdę uważasz,że wykorzystałam Cię Kas? Ja Cię Kocham idioto, zawsze cię Kochałam!- wyjęczała brunetka. w jej oczach pojawiły się łzy.
- Ale ja już ciebie nie, teraz kocham June, Ty to przeszłość. Proszę zrozum to wreszcie i odpuść sobie- starał się być delikatniejszy w głosie, ale słabo mu szło. ( Kasiu nam mięknie )
-Kastiel...Mógłbyś...??-wbiła przez chwilę wzrok na siebie i spojrzała znacząco na Ratri. Zrozumiał.
Chłopak się odwrócił do nie proszonego gościa- Weź wyjdź .. może co!- Wskazał ręką w stronę drzwi.
- Dobra nie to nie, a mogło być tak miło... pa "mała". Zmierzyła jeszcze raz June i znikła.
Zawstydzona i zła dziewczyna ubrała się bardzo szybko a jej mina mówiła wszystko. Ruszyła w stronę drzwi.
-co robisz?- spytał zaskoczony Kas
- Nie widać?- odburknęła June
- Czekaj-Zawołał chłopak. Ruszył w kierunku dziewczyny.
*****
Lysander:
(kontynuacja dialogu z rozdziału XVI)
-Kto to i jak bardzo jest niebezpieczne. GADAJ!-Przystawiłem jej ostrze do gardła, a ona zaczęła mówić.
-Okey, okey, uspokój się. To dziecko, które zakłóci równowagę istot nadnaturalnych. Przechyli szalę na którąś stronę, albo dobrą albo złą. -Wypowiedziała na dwa oddechy.Niemal wszyscy chcą je przekabacić na swoją stronę, a niektórzy chcą je zabić, aby pozostało bez zmian. To potężne stworzenie i dziecko zrodzone z dobrej matki i złego ojca. Albo je zabiją, albo będzie musiało dokonać wyboru.
-Mniej ryzykowne będzie to pierwsze. Jak to zrobić??-Spytałem zaaferowany nową wiadomością.
-Nie wiem, nikt tego nie wie. To jest właśnie problem. Łatwiej będzie je przekabacić na którąś ze stron, aby się go pozbyć, jest silne, a będzie jeszcze silniejsze. Potrzebuje tylko bodźców, a tego na tym świecie nie brakuje, uwierz mi-zaczęła się lekko denerwować
-A chociaż powiedz jak je znajdę??-Spytałem od razu.
-Szukaj zagubionej osoby i zdenerwuj ją. Może przeżyjesz!-wysyczała, po czym rzuciła we mnie fiolką i odpłynąłem. Obudziłem się, ale nie byłem pewny po jakim czasie. Poszedłem się przejść się po lesie, aby przemyśleć to co powiedziała Bonnie. Nie wiedziałem jak się przygotować. Załatwić srebrem, złotem, promieniami słonecznymi?? Nagle zobaczyłem biegnącą dziewczynę. Widziałem już ją tu wcześniej. Wpadła na mnie z impetem.
-Super, będę miała siniaka-zaczęła marudzić.
-Hej, my się znamy-uśmiechnąłem się do niej
-Racja, ale wybacz, nie pamiętam jak masz na imię-posłała smutny uśmiech
-Wzajemnie-zaśmiałem się
-June-podała mi rękę na przywitanie
-Lysander-uśmiechnąłem się i podałem rękę-A co Ci się tak śpieszy??-spytałem z grzeczności
-W sumie to nigdzie konkretnie, chociaż chętnie bym poszła do akademika-uśmiechnęła się sztucznie.
-Zaprowadzić Cię?-spytałem
-Chyba trafię, ale jak chcesz-odparła beznamiętnie i lekko smutno
Przeszliśmy kawałek lasu i zapytałem przed kim tak uciekała.
-Aż tak widać-wlepiła wzrok w ziemię
-Cóż...Co jakiś czas oglądasz się za siebie nerwowo i jesteś smutna-pogłaskałem ją po ramieniu.
-Powiedzmy, że przed chłopakiem.-odpowiedziała z nieobecnym wzrokiem
-Nie chcę się wtrącać, ale jeśli zrobił Ci krzywdę radzę Ci skończyć tę znajomość-odparłem lekko się uśmiechając-To łatwe, wystarczy chcieć.
-Ale ja nie wiem czego chcę-odpowiedziała.Byliśmy już przed akademikiem, gdy nagle usłyszałem wilki.
-Wybacz, ale muszę już iść. Śpieszę się...do domu.-wyjąkałem
-I tak dziękuję, że mnie odprowadziłeś-uśmiechnęła się, tym razem szczerze
-To ja dziękuję za miło spędzony, aczkolwiek krótki czas.-dodałem-wybacz naprawdę muszę iść.
-Do następnego wpadnięcia-zaśmiała się i poszła w stronę akademika.
P.s.Niedługo bd kolejny. Już jest prawie 1/3 XD Za błędy (jeśli takowe są, a wujek GOOGLE mi nie powiedział) bardzo przepraszam, ale trochę już nie kojarzę. Za wcześnie wstałam, a tu prawie 23, co dziwne :P Do następnego :)
P.s.2.Tak przy okazji polecam wam piosenkę trochę hip-hopową Hollywood Undead - I don't wanna die. Buźka :*
środa, 24 grudnia 2014
Rozdział XXX "Nr rozdziału? Przypadeg, nie sondze XD A teraz coś na co wszyscy (ja również) czekali. -Ja też, ja też. - A ja to bym zjadł baaaatooonaaaa. "
Od Second Autor: Uwaga ten rozdział jest od lat 18+. ZOSTAŃ lub WYJDŹ ( i tak wiemy że zostaniesz i to że nie masz 18 też wiemy. nie bierzemy odpowiedzialności za urazy psychiczne spowodowane przeczytaniem tego rozdziału. GAMBATEEE Minaa :3
June:
Wyszłam z akademika, mając dziwne sny erotyczne o Kastielu. Ostatnie sytuację wykończyły ją emocjonalnie, nie nie panowała nad nimi, dlatego biegiem rzuciła się do mieszkania Kastiela. Czuła, że zaraz wybuchnie. Gdy była już pod jego drzwiami chciała zapukać, ale drzwi się niespodziewanie otworzyły, i wzrosła jej liczba estrogenu.
-Możemy pogadać-wypalili jednocześnie, ledwo mogłam już wytrzymać
-Nie wytrzymam doprowadzasz mnie do skrajności raz chce cie przytulić a raz ci wygarnąć .. a teraz .. teraz.. po prostu...
zdania nie dokończył bo Jun uciszyła go zatykając mu usta swoimi. Kstiel przez moment był zaskoczony ale chwile później zaczął oddawać pocałunki. Objął dziewczynę w pasie a ta zawiesiła mu ręce na szyi przyciągając do siebie mocno.
- Po prostu się zamknij - wyszeptała do ucha chłopaka
I już więcej nic nie powiedział. wciągną ją do środka mieszkania a druga ręką zatrzasną drzwi. wciągnął ją w głąb mieszkania powoli ściągając z niej kurtkę. Rzucili ją na podłogę. Kontynuowali namiętny taniec prowadząc powoli do sypialni. Gdy byli już przy sypialni ona była bez koszulki i on też za sobą zostawili ślad z ubrań.
- Kocham cie- powiedział Kas- chce żebyś to wiedziała zanim zaczniemy
-Ja Ciebie też szepnęłam i chcę to robić tylko z Tobą.-szepnęłam-Ale od razu ostrzegam, że jestem dziewicą.
- Oj będzie się działo :3 Nie bój się mam doświadczenie, Będę delikatny, nigdy bym cię nie skrzywdził.
-A jeśli Cię nie zadowolę?-zapytałam z obawą
- Nie ma takiej możliwości- mówiąc to pocałował ją delikatnie.
Ściągnął z niej stanik i zaczął zjeżdżać pocałunkami na jej kark dekolt i zaczął ssać jej sutki. Było jej Bosko. Stopień ich podniecenia niewyobrażalnie wzrósł, o ile jeszcze mógł wzrosnąć. Dwoma szybkimi ruchami ściągnął jej spodnie i majtki. June zaczerwieniła się ze wstydu. Niepewnie zdjęła mu również spodnie. Kastiel zaczął nagle zjeżdżać językiem niżej, w strategiczny punkt. Pragnął ją zadowolić, aby to był jej niezapomniany pierwszy raz, Wiła się z rozkoszy i cicho jęczała. Wreszcie mogła uwolnić swoje emocje. Nie zauważyli nawet gdy meble zaczęły się lekko trząść. Kastiel wylizywał w jej kobiecości alfabet, a ta pragnęła więcej. Wreszcie Kastiel założył prezerwatywę i już miał włożyć swoje 25cm, gdy nagle zadzwonił telefon
-Nie odbieraj-wyjęczała
nie przerywał napierania ale telefon dzwonił coraz głośniej i coraz natrętniej. Zirytował się
-chwilę- dostał się szybko do źródła irytującego dźwięku i odebrał.
-Czego- wywarczał do aparatu ( jak zawsze miły XD)
- Cześć Kochaniutki , stoję własnie pod twoimi drzwiami mam masełko, świeże warzywa i wędliny, ( LIdl wojna o karpie trwa XD) otwórz zjemy razem śniadanko a potem zrobimy razem coś bardziej interesującego
-Jestem zajęty - warknął
_-Co? to nie było mile. No nic sama wejdę. gdzie jesteś. s sypialni?- zaszczebiotał w słuchawce
-Czekaj !! -krzyknął ale było już za późno
Ratri zmaterializowała się na środku sypialni
P.s Nie ma tak łatwo XD Rozdział świąteczny :P Wesołych Świąt i super prezentów życzą Bogusia, EmiChan i Alex.
June:
Wyszłam z akademika, mając dziwne sny erotyczne o Kastielu. Ostatnie sytuację wykończyły ją emocjonalnie, nie nie panowała nad nimi, dlatego biegiem rzuciła się do mieszkania Kastiela. Czuła, że zaraz wybuchnie. Gdy była już pod jego drzwiami chciała zapukać, ale drzwi się niespodziewanie otworzyły, i wzrosła jej liczba estrogenu.
-Możemy pogadać-wypalili jednocześnie, ledwo mogłam już wytrzymać
-Nie wytrzymam doprowadzasz mnie do skrajności raz chce cie przytulić a raz ci wygarnąć .. a teraz .. teraz.. po prostu...
zdania nie dokończył bo Jun uciszyła go zatykając mu usta swoimi. Kstiel przez moment był zaskoczony ale chwile później zaczął oddawać pocałunki. Objął dziewczynę w pasie a ta zawiesiła mu ręce na szyi przyciągając do siebie mocno.
- Po prostu się zamknij - wyszeptała do ucha chłopaka
I już więcej nic nie powiedział. wciągną ją do środka mieszkania a druga ręką zatrzasną drzwi. wciągnął ją w głąb mieszkania powoli ściągając z niej kurtkę. Rzucili ją na podłogę. Kontynuowali namiętny taniec prowadząc powoli do sypialni. Gdy byli już przy sypialni ona była bez koszulki i on też za sobą zostawili ślad z ubrań.
- Kocham cie- powiedział Kas- chce żebyś to wiedziała zanim zaczniemy
-Ja Ciebie też szepnęłam i chcę to robić tylko z Tobą.-szepnęłam-Ale od razu ostrzegam, że jestem dziewicą.
- Oj będzie się działo :3 Nie bój się mam doświadczenie, Będę delikatny, nigdy bym cię nie skrzywdził.
-A jeśli Cię nie zadowolę?-zapytałam z obawą
- Nie ma takiej możliwości- mówiąc to pocałował ją delikatnie.
Ściągnął z niej stanik i zaczął zjeżdżać pocałunkami na jej kark dekolt i zaczął ssać jej sutki. Było jej Bosko. Stopień ich podniecenia niewyobrażalnie wzrósł, o ile jeszcze mógł wzrosnąć. Dwoma szybkimi ruchami ściągnął jej spodnie i majtki. June zaczerwieniła się ze wstydu. Niepewnie zdjęła mu również spodnie. Kastiel zaczął nagle zjeżdżać językiem niżej, w strategiczny punkt. Pragnął ją zadowolić, aby to był jej niezapomniany pierwszy raz, Wiła się z rozkoszy i cicho jęczała. Wreszcie mogła uwolnić swoje emocje. Nie zauważyli nawet gdy meble zaczęły się lekko trząść. Kastiel wylizywał w jej kobiecości alfabet, a ta pragnęła więcej. Wreszcie Kastiel założył prezerwatywę i już miał włożyć swoje 25cm, gdy nagle zadzwonił telefon
-Nie odbieraj-wyjęczała
nie przerywał napierania ale telefon dzwonił coraz głośniej i coraz natrętniej. Zirytował się
-chwilę- dostał się szybko do źródła irytującego dźwięku i odebrał.
-Czego- wywarczał do aparatu ( jak zawsze miły XD)
- Cześć Kochaniutki , stoję własnie pod twoimi drzwiami mam masełko, świeże warzywa i wędliny, ( LIdl wojna o karpie trwa XD) otwórz zjemy razem śniadanko a potem zrobimy razem coś bardziej interesującego
-Jestem zajęty - warknął
_-Co? to nie było mile. No nic sama wejdę. gdzie jesteś. s sypialni?- zaszczebiotał w słuchawce
-Czekaj !! -krzyknął ale było już za późno
Ratri zmaterializowała się na środku sypialni
P.s Nie ma tak łatwo XD Rozdział świąteczny :P Wesołych Świąt i super prezentów życzą Bogusia, EmiChan i Alex.
Subskrybuj:
Posty (Atom)