Z góry przepraszam za błędy. Piszę to od razu po nocce. 8 godzin jebania na taśmie i sprzątanie :/
Jeszcze jak zaczęłam to pisać wylałam kawę na podłogę <facepalm>
_______________________________________________________________________________
June:
Pozostało dwa dni do wojny. Nie wiem, oni mają jakiś grafik czy co? "Wiecie co? Jutro pójdziemy na wojnę z tamtymi, pojutrze pójdziemy do klubu na jakąś herbatkę z dopalaczem, a potem idziemy na kręgle". Nie pojęte. Gdybym ja szykowała wojnę zrobiłabym to tak jak w książkach od historii. Bez zapowiedzi. Jeszcze zaraz mi powiedzą, że wojna ma trwać siedem godzin, bo się przemęczą. Ogólnie obudziłam się wkurzona na świat. Albo może raczej zestresowana przebiegiem sytuacji? Sama nie wiem. Ostatnio w ogóle mało wiem co się w moim organizmie dzieje. Gdyby nie szkoła (akcja poza opowiadaniem. Ile można pisać o zadaniach matematyki? XD) to bym całkiem zwariowała. Przygotowałam się. Pójdę na wojnie w dresach. Chyba, że będę zbyt zmęczona to w piżamie. Wyśmieją mnie i będą bardziej zdezorientowani. Tak, to moja taktyka. Ciekawe czy Lys stanie po mojej stronie. Oby tak, bo nie wiem co będzie... Mamy trochę małą armię. Ja, Kev, Kas, kilka czarownic, koło piętnastu wróżek, kilka elfów o ile przyjdą i podobno mają nam załatwić anioły oraz kilka neutralnych postaci. Jak tu nie kochać Kasa. Że mu się chciało uruchomić kontakty i że w ogóle jakieś miał u aniołów. Powiedzmy sobie szczerze. Nie jest tam zbyt lubiany. Z mojego irytującego rozmyślania wyrwał mnie krzyk.
-Aaaa. Moja noga. Powaliło Cię??! - Tak, to był mój kochany brat. Zeszłam szybko na dół obadać sytuację. Zastałam tam krwawiącego Keva i śmiejącego się Kasa.
-Co wy robicie?! - krzyknęłam
-My tylko ćwiczymy walkę - śmiał się jeszcze bardziej. Kev coś mruknął pod nosem, naco Kas się obraził i tak obrażeni niczym dwójka dzieciaków patrzyli na ściany.
-Dobra, oddajcie sobie kredki i kolorowanki, a potem chodźcie na obiad, a Ty Kev najpierw do łazienki po apteczkę marsz. Musimy być silni na nadchodzące. - po czym poszłam do kuchni. Usłyszałam tylko ich wspólne słowa:
-Matko, jaki ona ma temperament - przynajmniej w jednym się dogadali.
Lys:
Czatowałem pod jej domem jak jakiś stalker. Po kilku godzinach wreszcie wyszła i z szoku po tym jak mnie zobaczyła oberwałem w zaparkowanego niedaleko Pickupa (dzięki auto korekto) tak, że włączyłem trzy autoalarmy.
-Znowu? - Spytałem - To już drugi raz
-Wybacz, nie moja wina, że mnie straszysz - odpowiedziała - Co tu robisz, bo nie uwierzę, że akurat przez przypadek przechodziłeś, bo widziałam Cię z okna.
-Tu mnie masz. Chciałem się dowiedzieć co to za inna opcja - zrobiłem najsłodszą minę ever
-Przestań robić jelonka, ok? Neutralność mówi Ci to coś? - powiedziała z uśmiechem
-No jasne. Wybacz. Jest niezbyt "popularna". Nawet w bajkach jest dobro i zło.- powiedziałem w zamyśleniu
-Niestety to nie bajka - zapatrzyła się w dal - A, przypomniało mi się. Zostawiłeś ten notatnik ostatnio u mnie. Nie martw się nie czytałam.
-Nosz... Zawsze go gubię - zaśmiałem się, a ta mi go podała
- "A słońce rozświetla jej twarz jak płomień nadziei na ludzi..." - zacytowała z chytrym uśmieszkiem
-Ej, mówiłaś, że nie czytałaś - lekko mnie zdenerwowała
-Nie rób zfochowanej miny bo nie ładnie Ci z nią - Wytknęła mi język - tylko fragment nic więcej
-Widzę ostro zapracowana - powiedziałem patrząc, że wyszła do mnie w ciuchach jak do klubu
-I po co ta ironia - uśmiechnęła się - i tak już bardziej przygotować się nie mogę. Muszę korzystać życia póki jeszcze je mam - westchnęła
-Nie przesadzasz troszkę? Wygramy - uśmiechnąłem się
-Mam nadzieję, bo jeśli nie... Ludzi czeka zagłada.
_______________________________________________________________________________
Tak napiszę coś, ale jutro po nocce. Mam jakoś wenę. Nie chcę ludzi zasmucać, ale w planach jeszcze jakieś trzy rozdziały i jakiś jeden bonusowy. Chcę to już skończyć, bo naprawdę kończą mi się pomysły. Ale będę pisać nowe opowiadani na wattpadzie. Każde po jakieś 15 ale dłuższych trochę rozdziałów (jakieś 30 tych. Już nie wiem czy cyfry piszę słownie czy nie) Potem ją zabiję buahahaha (po nocce mam głupi humor, nie bierzcie niektórych rzeczy na serio poza wattpadem, bo naprawdę tam zaczynam) Na wattpadzie planuję głównie fanfiction (standard) i może jakieś własne. Do przeczytanie. Opierniczajcie mnie w komentarzu jakie to za krótkie. Zbyt wolno dzisiaj piszę. Za zaczęłam o 7:10 koniec o 7:48. Nie skomentuję nawet siebie....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konsekwencje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konsekwencje. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 listopada 2015
środa, 8 lipca 2015
Rozdział XXXV "odnaleźć właściwą drogę jest na ogół łatwo, ale nie bez pomocy"
June:
Nie widziałam jak znaleźć Axę i czy to naprawdę była moja ciocia. Moja moc nadal nie działała i sądząc po siniakach Kasa on też jej nie miał. Powiedziałam chłopakom, że idę się przejść. Nie chcieli mnie puścić, ale w końcu się zgodzili na argument w stylu: wrócę o tej i o tej, będę wśród ludzi. Tak naprawdę poszłam do lasu. Chciałam znaleźć Ratri. Gdy już ją znalazłam gadała z jakąś inną dziewczyną.
-Nie Bonnie. Nie zgadzam się.
-Niedługo nastanie ciemność, a wtedy wszyscy zginiemy - odpowiedziała w zamyśleniu.
-Cześć Ratri. Mogłabyś mi pomóc? - spytałam z niewinnym uśmiechem
-Naucz się pukać, dzwonić... Cokolwiek - warknęła, natomiast jej koleżanka nie zwracała na mnie uwagi - Czego chcesz?
-Znasz Axę? - spytałam wprost
-A no znam. Razem jedliśmy pierwszy raz w życiu żołnierskie udka - powiedziała rozmarzonym tonem. Fuuj
-Nie przyszłam gadać o waszych gustach smakowych tylko muszę wiedzieć gdzie ona jest. - coraz szybciej się irytowałam
-Nie mnie powinnaś pytać, ale wróżek. Je znajdź. Oddawały nam swoją krew w zamian za ochronę. Powinna tam teraz urzędować. Zwłaszcza, że nikt nie ma teraz mocy - westchnęła - Przeniosę Cię, ale wrócić żywa musisz sama.
-Uroczo. No dobrze, na mnie pora.
-Wróżki wołają nas, przenieś tę durną dziewkę w las.
No i jestem. Wokół była łąka z zielono-żółtą trawą pachnacą jak cytryny. Niedaleko było turkusowe jezioro, a w półmroku latały świetliki i motyle. Najpiękniejsze jakie widziałam. Ale były też kruki, które kiedy mnie zobaczyły zaczęły latać obok mnie. Wokół nich leciał też jeden gołąb. Gołąb jak gołąb. Nie miał co robić więc mnie osrał. I tym akcentem urok tego miejsca trafił szlag. No trudno.
-Kim jesteś? - zapytała nieznana mi postać. Wyglądała jak elf z bajek.
-June. Szukam Axę. Znasz ją może? - grunt to szczerość, nie?
-Ja nie znam żadnej Axy Bojowniczki. Daj mi spokój - wyraźnie się stresował
-Nie wspominałam, że jest Bojowniczką. Pomożesz mi odnaleźć ciocię, czy nie?
-To twoja ciocia? - spytał zdziwiony
-Podobno. Proszę. Pomóż mi-kocie oczy ze Shreka oceniam na...
-Dobra, tylko tak nie rób, bo mi się rzygać chce -... 3/10. Poszłam za nim. Stanęliśmy przy wielkim głazie. On wykonał jakieś ruchy rękami i głaz przesunął się. Normalnie Ali baba. Weszliśmy do środka. Pachniało martwym kotem. Gdy weszliśmy dalej okazało się, że to 3 martwe koty i jeleń. Zaczęłam się bać.
-Kto śmie naruszać... June? - popatrzyła się na mnie po czym prawie zmiazdżyła mi żebra w uścisku. - miło Cię widzieć całą i zdrową. Jak Ty wyrosłaś
-Skąd mnie pamiętasz? - wychrypiałam
-O wybacz. Mama za dużo siły. Kiedyś obserwowałam Cię często. Ale jak znam życie, a znam, nie przyszłaś tu aby odbudować stare więzy rodzinne. Ci Cię sprowadza? - wyjątkowo miła osoba. Za miła.
-Zbliża się wojna. Mam stanąć po któreś ze stron. Ja chcę być w dobrej, ale moja miłość jest w złej. Co robić? - Spytałam smutna
-Wybrać trzecią drogę. - odpowiedziała spokojnie. To rodzinne, czy co?
-Nie ma trzeciej drogi - powiedziałam z żalem. Z oka poleciała mi łza, którą ciotka mi... Zlizała? Oni są ochydni.
-Jest dobro, jest zło, ale jest też neutralność, obojętność, równowaga... Tą drogą idź. Tam nie liczą się więzy krwi, tylko przekonania - po tych słowach rozpaliła w kominku
___________________________
Pozdrowienia ze szpitala w Łęczycy :) Podobno mam leżeć tu do soboty :/ ale internet mam, o tyle dobrze :) Za wszelkie błędy przepraszam, ale piszę z tel, a nie bardzo mogę ruszać lewą ręką. Co najwyżej podnieść. Pa :) Udanych wakacji tak BTW. Szybkość światła, wiem. Pochwalcie się ocenami :P
Nie widziałam jak znaleźć Axę i czy to naprawdę była moja ciocia. Moja moc nadal nie działała i sądząc po siniakach Kasa on też jej nie miał. Powiedziałam chłopakom, że idę się przejść. Nie chcieli mnie puścić, ale w końcu się zgodzili na argument w stylu: wrócę o tej i o tej, będę wśród ludzi. Tak naprawdę poszłam do lasu. Chciałam znaleźć Ratri. Gdy już ją znalazłam gadała z jakąś inną dziewczyną.
-Nie Bonnie. Nie zgadzam się.
-Niedługo nastanie ciemność, a wtedy wszyscy zginiemy - odpowiedziała w zamyśleniu.
-Cześć Ratri. Mogłabyś mi pomóc? - spytałam z niewinnym uśmiechem
-Naucz się pukać, dzwonić... Cokolwiek - warknęła, natomiast jej koleżanka nie zwracała na mnie uwagi - Czego chcesz?
-Znasz Axę? - spytałam wprost
-A no znam. Razem jedliśmy pierwszy raz w życiu żołnierskie udka - powiedziała rozmarzonym tonem. Fuuj
-Nie przyszłam gadać o waszych gustach smakowych tylko muszę wiedzieć gdzie ona jest. - coraz szybciej się irytowałam
-Nie mnie powinnaś pytać, ale wróżek. Je znajdź. Oddawały nam swoją krew w zamian za ochronę. Powinna tam teraz urzędować. Zwłaszcza, że nikt nie ma teraz mocy - westchnęła - Przeniosę Cię, ale wrócić żywa musisz sama.
-Uroczo. No dobrze, na mnie pora.
-Wróżki wołają nas, przenieś tę durną dziewkę w las.
No i jestem. Wokół była łąka z zielono-żółtą trawą pachnacą jak cytryny. Niedaleko było turkusowe jezioro, a w półmroku latały świetliki i motyle. Najpiękniejsze jakie widziałam. Ale były też kruki, które kiedy mnie zobaczyły zaczęły latać obok mnie. Wokół nich leciał też jeden gołąb. Gołąb jak gołąb. Nie miał co robić więc mnie osrał. I tym akcentem urok tego miejsca trafił szlag. No trudno.
-Kim jesteś? - zapytała nieznana mi postać. Wyglądała jak elf z bajek.
-June. Szukam Axę. Znasz ją może? - grunt to szczerość, nie?
-Ja nie znam żadnej Axy Bojowniczki. Daj mi spokój - wyraźnie się stresował
-Nie wspominałam, że jest Bojowniczką. Pomożesz mi odnaleźć ciocię, czy nie?
-To twoja ciocia? - spytał zdziwiony
-Podobno. Proszę. Pomóż mi-kocie oczy ze Shreka oceniam na...
-Dobra, tylko tak nie rób, bo mi się rzygać chce -... 3/10. Poszłam za nim. Stanęliśmy przy wielkim głazie. On wykonał jakieś ruchy rękami i głaz przesunął się. Normalnie Ali baba. Weszliśmy do środka. Pachniało martwym kotem. Gdy weszliśmy dalej okazało się, że to 3 martwe koty i jeleń. Zaczęłam się bać.
-Kto śmie naruszać... June? - popatrzyła się na mnie po czym prawie zmiazdżyła mi żebra w uścisku. - miło Cię widzieć całą i zdrową. Jak Ty wyrosłaś
-Skąd mnie pamiętasz? - wychrypiałam
-O wybacz. Mama za dużo siły. Kiedyś obserwowałam Cię często. Ale jak znam życie, a znam, nie przyszłaś tu aby odbudować stare więzy rodzinne. Ci Cię sprowadza? - wyjątkowo miła osoba. Za miła.
-Zbliża się wojna. Mam stanąć po któreś ze stron. Ja chcę być w dobrej, ale moja miłość jest w złej. Co robić? - Spytałam smutna
-Wybrać trzecią drogę. - odpowiedziała spokojnie. To rodzinne, czy co?
-Nie ma trzeciej drogi - powiedziałam z żalem. Z oka poleciała mi łza, którą ciotka mi... Zlizała? Oni są ochydni.
-Jest dobro, jest zło, ale jest też neutralność, obojętność, równowaga... Tą drogą idź. Tam nie liczą się więzy krwi, tylko przekonania - po tych słowach rozpaliła w kominku
___________________________
Pozdrowienia ze szpitala w Łęczycy :) Podobno mam leżeć tu do soboty :/ ale internet mam, o tyle dobrze :) Za wszelkie błędy przepraszam, ale piszę z tel, a nie bardzo mogę ruszać lewą ręką. Co najwyżej podnieść. Pa :) Udanych wakacji tak BTW. Szybkość światła, wiem. Pochwalcie się ocenami :P
piątek, 15 maja 2015
Rozdział XXXV "Niektóre rzeczy nadchodzą niespodziewanie i nie wiemy jak się zachować. Każdy boi się konsekwencji swoich czynów"
June:
Gdy wszyscy zasnęli wstałam, ubrałam się i wyszłam na dwór. Musiałam coś sprawdzić, a oni nie mogli przy tym być. Nie bałam się, że tamci mogą mnie dopaść znowu. Oberwali zbyt mocno, a poza tym szłam w przeciwną stronę. Udałam się w stronę dość wysokiej skarpy oddzielającej wodę i ląd. Szłam dość długo, ale wiedziałam, że będzie to ważne dla mojego życia. Ona chciała się spotkać i coś mi wyjaśnić, tylko jeszcze nie byłam pewna co.
Lys:
Kiedy wyszedłem żal mi się zrobiło w sercu. Jak można było zostawić tak niewinną duszę z tym złem wcielonym! Ale niestety na tą chwilę było to zło konieczne. A mogłem go zabić gdy miałem okazję. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Musimy porozmawiać.-odezwał się jakże "miły" głos mojego ojca.
-O czym?-zapytałem spokojnie
-Obserwowaliśmy Cię!-powiedział zdenerwowany, no to mam przekichane.-Dlaczego go nie zabiłeś jak miałeś okazję??
-Bo obecnie był najważniejszy człowiek, a nie chęć mordu-odpowiedziałem wywracając oczami
-Obyś nie popełnił tego błędu ponownie-dodał ponuro i się rozłączył.
Obecnie nie obchodziło mnie to co on chciał. Bardziej mnie zastanawiało co June robi z Kastielem (przyp.au do Emi. Nie, to nie to o czym myślisz XD) i jak go poznała.
Kas:
Gdy się obudziłem jej nie było. Gdzie ona znowu polazła. Mam dziwne wrażenie, że ona ma gdzieś swoje zdrowie i nie chodzi mi o nos. Poszedłem obudzić Kevina, ale widok jaki zastałem sprawił, że wybuchłem śmiechem. Dwudziestoparoletni facet, który ssie sobie kciuka XD To był piękny widok. On tylko wymruczał:"Mamo, zjem to później, najpierw muszę psi psi". To już całkowicie padłem. Oj będę mu to wypominać, ale trzeba było go obudzić.
-Kevinku, Kevinku.-powiedziałem spokojnie, a on tylko bardziej ssał kciuka.-DOM SIĘ PALI!-krzyknąłem, a ten tylko oderwał się od łóżka z prędkością Barry'ego Allen'a.
-Powaliło Cię?! Czy Ty wiesz która jest godzina? Trzecia w nocy! Chłopie ogarnij się!-robił mi wyrzuty.
-June zniknęła. I...-spojrzałem na jego dłoń śmiejąc się pod nosem-...wyczyść kciuka-on tylko popatrzył się na mnie jak na wariata, a potem na swoją dłoń i chyba zrozumiał o co chodzi.
-Jeśli komuś powiesz zabiję Cię.-powiedział lodowatym tonem
-Spokojnie, będę grzeczny jak aniołek-powiedziałem grzecznie, a on mruknął coś w stylu: "powieszę Cię i pokroję". Po piętnastu minutach wyszliśmy z domu i zaczęliśmy poszukiwania.
June:
Po prawie godzinie drogi dotarłam na miejsce. Stała tam. Była piękna. Po chwili wypowiedziała moje imię. Poznałam ten głos. To ona kazała mi uciekać wtedy, w szpitalu.
-Witaj. Już myślałam, że nie przyjdziesz.-rzekła nad wyraz spokojnie
-Wołałaś mnie, a ciekawość zwyciężyła-odpowiedziałam. Miałam tyle pytań, które mnożyły się i pozostawały bez odpowiedzi jak w The Evil Within.
-Nadchodzi wojna-jej ton głosu się nie zmieniał.-musisz wybrać stronę. Dobrą lub złą.
-Co to za pytanie? Oczywiście, że dobrą!-krzyknęłam z uśmiechem
-Trudne pytanie najdroższa. Twój chłopak należy do złej, a twoi przyjaciele do dobrej musisz wybrać.-powiedziała ze smutkiem
-Jak to? On jest przecież dobry! zmienił się.-robiłam jej wyrzuty.
-Ale jego krew się nie zmieniła. Poproś o pomoc ciocię Axę. Kiedyś była dobra, teraz niesie śmierć, ale zabija tylko tych co za bardzo przeszkadzają. Pomoże Ci. Też podejmowała podobny wybór-jej spokój mnie przerażał.
-Ile będzie ofiar?-spytałam już podłamana
-Dużo. Może zginąć tylko jedna strona, pomieszane lub wszyscy. Ale ktoś i tak wygra.-powiedziała, po czym skoczyła do wody. Gdy spadała usłyszałam tylko jedno słowo: "miesiąc".
Kev:
Nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. Wkurzało mnie to. Pierwszy raz żałuję, że Kas nie ma swoich mocy. Wracaliśmy już do domu, ale nagle zobaczyliśmy wracająca June. Myślałem, że ją ukatrupię!
-Gdzieś Ty była?!!-krzyknąłem
-Przewietrzyć się. Chodźmy do domu. Nadciąga sztorm.-nie zrozumiałem znaczenia jej słów. Nie było tu sztormu od bardzo dawna, jeśli w ogóle. Popatrzyłem się tylko na Kasa, a on na mnie. Coś się stało. Jej smutny ton głosu to mówił. Gdy weszliśmy do domu, ona wchodziła po schodach przybita, jakbyśmy jej psa utopili.
-Co się stało?-spytał Kas-I nie mów, że nic bo Ci nie uwierzę.-mówił poddenerwowany. Ona się na nas popatrzyła i szła dalej.
-June, powiedz coś. Cokolwiek-prosiłem ją nie mal błagając.
-Niemożliwy wybór-tylko tyle powiedziała tonem smutnym, a w niektórych momentach wypranym z emocji. Oboje z Kasem baliśmy się co to znaczy.
*********************************************************************************
Wybaczcie za dużo szkoły, a jeszcze Kazali mi wymyślić wzór na potęgowanie do 2 i 3.
do 2 potęgi już mam, ale do 3 gorzej. Ciężko ogarnąć wzór, który nie składa się z x^3=x*x*x, a wiem tylko, że różnica różnicy różnicy (jakkolwiek to strasznie brzmi) wynosi 6. A Emi z kolei nie ma neta do 18. Damy radę...jakoś :) Już nie mówię kiedy, ale pewnie napiszę i ustawię auto-publikacje :)
Gdy wszyscy zasnęli wstałam, ubrałam się i wyszłam na dwór. Musiałam coś sprawdzić, a oni nie mogli przy tym być. Nie bałam się, że tamci mogą mnie dopaść znowu. Oberwali zbyt mocno, a poza tym szłam w przeciwną stronę. Udałam się w stronę dość wysokiej skarpy oddzielającej wodę i ląd. Szłam dość długo, ale wiedziałam, że będzie to ważne dla mojego życia. Ona chciała się spotkać i coś mi wyjaśnić, tylko jeszcze nie byłam pewna co.
Lys:
Kiedy wyszedłem żal mi się zrobiło w sercu. Jak można było zostawić tak niewinną duszę z tym złem wcielonym! Ale niestety na tą chwilę było to zło konieczne. A mogłem go zabić gdy miałem okazję. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Musimy porozmawiać.-odezwał się jakże "miły" głos mojego ojca.
-O czym?-zapytałem spokojnie
-Obserwowaliśmy Cię!-powiedział zdenerwowany, no to mam przekichane.-Dlaczego go nie zabiłeś jak miałeś okazję??
-Bo obecnie był najważniejszy człowiek, a nie chęć mordu-odpowiedziałem wywracając oczami
-Obyś nie popełnił tego błędu ponownie-dodał ponuro i się rozłączył.
Obecnie nie obchodziło mnie to co on chciał. Bardziej mnie zastanawiało co June robi z Kastielem (przyp.au do Emi. Nie, to nie to o czym myślisz XD) i jak go poznała.
Kas:
Gdy się obudziłem jej nie było. Gdzie ona znowu polazła. Mam dziwne wrażenie, że ona ma gdzieś swoje zdrowie i nie chodzi mi o nos. Poszedłem obudzić Kevina, ale widok jaki zastałem sprawił, że wybuchłem śmiechem. Dwudziestoparoletni facet, który ssie sobie kciuka XD To był piękny widok. On tylko wymruczał:"Mamo, zjem to później, najpierw muszę psi psi". To już całkowicie padłem. Oj będę mu to wypominać, ale trzeba było go obudzić.
-Kevinku, Kevinku.-powiedziałem spokojnie, a on tylko bardziej ssał kciuka.-DOM SIĘ PALI!-krzyknąłem, a ten tylko oderwał się od łóżka z prędkością Barry'ego Allen'a.
-Powaliło Cię?! Czy Ty wiesz która jest godzina? Trzecia w nocy! Chłopie ogarnij się!-robił mi wyrzuty.
-June zniknęła. I...-spojrzałem na jego dłoń śmiejąc się pod nosem-...wyczyść kciuka-on tylko popatrzył się na mnie jak na wariata, a potem na swoją dłoń i chyba zrozumiał o co chodzi.
-Jeśli komuś powiesz zabiję Cię.-powiedział lodowatym tonem
-Spokojnie, będę grzeczny jak aniołek-powiedziałem grzecznie, a on mruknął coś w stylu: "powieszę Cię i pokroję". Po piętnastu minutach wyszliśmy z domu i zaczęliśmy poszukiwania.
June:
Po prawie godzinie drogi dotarłam na miejsce. Stała tam. Była piękna. Po chwili wypowiedziała moje imię. Poznałam ten głos. To ona kazała mi uciekać wtedy, w szpitalu.
-Witaj. Już myślałam, że nie przyjdziesz.-rzekła nad wyraz spokojnie
-Wołałaś mnie, a ciekawość zwyciężyła-odpowiedziałam. Miałam tyle pytań, które mnożyły się i pozostawały bez odpowiedzi jak w The Evil Within.
-Nadchodzi wojna-jej ton głosu się nie zmieniał.-musisz wybrać stronę. Dobrą lub złą.
-Co to za pytanie? Oczywiście, że dobrą!-krzyknęłam z uśmiechem
-Trudne pytanie najdroższa. Twój chłopak należy do złej, a twoi przyjaciele do dobrej musisz wybrać.-powiedziała ze smutkiem
-Jak to? On jest przecież dobry! zmienił się.-robiłam jej wyrzuty.
-Ale jego krew się nie zmieniła. Poproś o pomoc ciocię Axę. Kiedyś była dobra, teraz niesie śmierć, ale zabija tylko tych co za bardzo przeszkadzają. Pomoże Ci. Też podejmowała podobny wybór-jej spokój mnie przerażał.
-Ile będzie ofiar?-spytałam już podłamana
-Dużo. Może zginąć tylko jedna strona, pomieszane lub wszyscy. Ale ktoś i tak wygra.-powiedziała, po czym skoczyła do wody. Gdy spadała usłyszałam tylko jedno słowo: "miesiąc".
Kev:
Nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. Wkurzało mnie to. Pierwszy raz żałuję, że Kas nie ma swoich mocy. Wracaliśmy już do domu, ale nagle zobaczyliśmy wracająca June. Myślałem, że ją ukatrupię!
-Gdzieś Ty była?!!-krzyknąłem
-Przewietrzyć się. Chodźmy do domu. Nadciąga sztorm.-nie zrozumiałem znaczenia jej słów. Nie było tu sztormu od bardzo dawna, jeśli w ogóle. Popatrzyłem się tylko na Kasa, a on na mnie. Coś się stało. Jej smutny ton głosu to mówił. Gdy weszliśmy do domu, ona wchodziła po schodach przybita, jakbyśmy jej psa utopili.
-Co się stało?-spytał Kas-I nie mów, że nic bo Ci nie uwierzę.-mówił poddenerwowany. Ona się na nas popatrzyła i szła dalej.
-June, powiedz coś. Cokolwiek-prosiłem ją nie mal błagając.
-Niemożliwy wybór-tylko tyle powiedziała tonem smutnym, a w niektórych momentach wypranym z emocji. Oboje z Kasem baliśmy się co to znaczy.
*********************************************************************************
Wybaczcie za dużo szkoły, a jeszcze Kazali mi wymyślić wzór na potęgowanie do 2 i 3.
do 2 potęgi już mam, ale do 3 gorzej. Ciężko ogarnąć wzór, który nie składa się z x^3=x*x*x, a wiem tylko, że różnica różnicy różnicy (jakkolwiek to strasznie brzmi) wynosi 6. A Emi z kolei nie ma neta do 18. Damy radę...jakoś :) Już nie mówię kiedy, ale pewnie napiszę i ustawię auto-publikacje :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)